"Móc kroczyć przez świat oświetlany przez Toma Munro"

Data: 6 lipca 2010  Godzina: 19:29  Autor: Alron  
 

Niedawno w sprzedaży pojawiła się pierwsza książka Toma Munro, zawierająca wspaniałe zdjęcia osobistości muzyki, kina, mody...

Publikacja, nazwana tak jak nazwisko fotografa, to ponad 200 kolorowych i czarnobiałych zdjęć, będących swoistym podsumowaniem dotychczasowej twórczości Munro. Okładkę wydawnictwa zdobi twarz Madonny, a w środku znajdziemy aż dziewięć zdjęć piosenkarki – od sesji dla ELLE z 2008 roku do fotografii na potrzeby Sticky & Sweet Tour.

Choć przyjaźń Madonny i Toma Munro trwa zaledwie 2 lata, to właśnie ją, ten słynny fotograf, poprosił o napisanie przedmowy do książki. Specjalnie dla UltraMadonna.com przetłumaczyła ją RottenVirgin.

 

Przedmowa

Być fotografowanym przez Toma Munro to jakby palić papierosa z gumy do żucia. Pozujesz, wyglądasz świetnie, możesz zasmakować słodyczy, a przy tym nie odczuwać żadnych skutków ubocznych.

Tak, pozowanie do zdjęcia może mieć swoje skutki uboczne. Przynajmniej w moim przypadku. Na zdjęciach można wyglądać niebezpiecznie, nieskazitelnie, atrakcyjnie, olśniewająco. Między fotografem a modelem ma miejsce przepływ energii, ale gdy brakuje chemii, może to być bolesne doświadczenie. Często można po nim czuć się tak, jakby wyssano z nas życie. Wiem, że tego typu problem, to tak naprawdę żaden problem. Ale fotografowano mnie naprawdę często, więc w tej kwestii musicie mi zaufać.

Tom jest chyba najspokojniejszym, najmniej zmanierowanym fotografem, z jakim kiedykolwiek pracowałam. Kiedy jest zdenerwowany, nie okazuje tego. Opanowany do granic. Jeśli chodzi o inne zalety - zawsze sprawia, że wyglądasz seksownie, a robi to bez najmniejszego wysiłku.

Kiedy spotkałam go po raz pierwszy, wzięłam go za asystenta Toma Munro. Był nieśmiały, mówił cichym, spokojnym głosem. Typ mózgowca. Nie pasował do niego jedynie jego wytworny brytyjski akcent. Kiedy jednak zabraliśmy się do pracy, stało się jasne, że dokładnie wiedział co robi i gdzie ustawić to cholerne światło.

Chciałabym móc kroczyć przez świat oświetlany przez Toma Munro. Niech oświetla mnie jak chce i tak wiem, że będę wyglądać dobrze!

Ale nie to najbardziej lubię w Tomie. To także niezwykle porządny facet o wielkim sercu. W zeszłym roku, gdy wybierałam się do Malawi, tak jak robię to dwa razy w roku, zadzwonił Tom z pytaniem, czy mógłby pojechać ze mną. Pracowaliśmy już nad kilkoma sesjami, więc można powiedzieć, że byliśmy znajomymi. Tak naprawdę jednak nie dzieliłam się  z nim swoją namiętnością do kraju, z którego pochodzi dwoje moich adoptowanych dzieci.

Spytałam dlaczego chce jechać ze mną, na co odpowiedział, że uwielbia Afrykę. Powiedział, że słyszał o tym, czym tam się zajmuje i że chciałby pojechać ze mną, i że może mógłby w jakiś sposób pomóc. Pomyślałam, że w tym musi tkwić jakiś haczyk. Czy czegoś ode mnie chce? Czy to jakiś żart? W skrócie mówiąc - nie.

Kilka tygodni później znaleźliśmy się razem na pokładzie samolotu. Był zwarty i gotowy. Razem z nami odwiedzał sierocińce i ośrodki opieki nad sierotami, wykorzystywanymi kobietami i dziećmi. Razem z nami odwiedzał szpitale dziecięce, miejscowe slumsy i kilka szkół. Ujrzeliśmy ogrom zarówno piękna jak i cierpienia, a Tom nigdy nie wymiękł.

Trzymał w ramionach chore dzieci, czasem po kilka na raz, grał w piłkę z chłopcami, wycierał zasmarkane nosy. Dokumentował całą moją tamtejszą pracę, a nawet pożyczył kamerę mojemu dziewięcioletniemu synowi. Wszystko to robił z uśmiechem na twarzy. Na koniec długiego i upalnego dnia,  zawsze siadaliśmy przy barze ze szklanką Gina z tonikiem (trzeba jakoś odstraszyć te komary). Rozmawialiśmy o jego dzieciństwie w Anglii, jego dotychczasowej karierze agenta nieruchomości (to mnie zbiło z tropu) i jego marzeniu o tym,  by wyreżyserować film o pewnej feministce.

Gdy tydzień dobiegał końca byłam w nim niejako zakochana. Tom jest utalentowany, hojny, inteligentny, pełen współczucia. I to oświetlenie! Czegoż jeszcze można byłoby żądać?

Nie odpowiadajmy na to pytanie. Na pewno ma jakieś wady. Pewne zgrzyta zębami, chrapie, albo nie opuszcza klapy od sedesu, ale... i tak pojechałabym z nim do Afryki, napiłabym się z nim, oddała mu dzieci pod opiekę i z całą pewnością pozowałabym mu do zdjęć, i to w każdym dniu tygodnia.

Czy muszę coś dodawać? Tak! Ale muszę pędzić. Mam sesję zdjęciową, na którą już jestem spóźniona.

Madonna

 

Tłumaczenie: RottenVirgin

Komentarze
Nikt nie napisał jeszcze komentarza
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
Zaloguj się lub zarejestruj się.
Pozostałe